"Dobry Wieczór" z 2 maja 1939
"Kurjer Poranny" z 30 X 1938
"Kurjer Warszawski" z 7 II 1939
"Kurjer Warszawski" z 25 VI 1939
NAC online: "Członkowie Chóru Juranda. Na pierwszym planie widoczny czarnoskóry muzyk Hamilton grający na gitarze Dobro, z lewej założyciel chóru Jerzy Koszutski (pseudo. Jurand)"

Harry Hamilton, śpiewak i Warszawiak

P-17182
Prawa autorskie do tego zdjęcia nie wygasły – jeśli ktoś zna spadkobierców autora, proszę o kontakt. Proszę nie ściągać i nie wykorzystywać tego zdjęcia.

Best Wishes to Miss Irene and Ms Witek – Harry Hamilton Warszawa 18/VIII/[19]39

 

W prasie Harry Hamilton pojawia się na ogół w reklamach występów w latach 1939-1938 – dla modnych lokali „prawdziwy Murzyn” był modnym dodatkiem do jazzbandu, jazz bowiem był wówczas postrzegany jako wyłącznie „czarna muzyka”. Puzonista rodem z Grójca czy trębacz z Nalewek oczywiście mogli zagrać te same nuty, ale taki Harry przyciągał wzrok – i publikę. Hamilton pewnie występował i na prowincji, skoro fotografię wykonano nie w Warszawie, a w zakładzie Jana Drozda (vel Hansa Drosta) w Bielsku.

W maju 1939 „czarny pieśniarz Harry Hamilton” koncertuje codziennie w „Cafe Bodo” na Foksal (wówczas: Pierackiego, czyli w dzisiejszej kamienicy PIWu, tam gdzie „Chianti”). Poznali się z Bodem zapewne w październiku 1938 kiedy Hamilton występował z nim w teatrze Wielka Rewia (w budynku dawnej panoramy przy Karowej) w programie pod militarystycznym tytułem „Naprzód marsz”. Grali tam i śpiewali również Mira Zimińska, któraś z sióstr Halama i Chór Jurand, z którym Hamilton koncertował też osobno, przyczyniając się, według recenzenta, do „osiągnięcia znacznego powodzenia”, ponieważ „grał, śpiewał i pierwszorzędnie steppował”. Przy okazji znalazłem w NAC wspólne zdjęcie muzyków z opisem: „Członkowie Chóru Juranda. Na pierwszym planie widoczny czarnoskóry muzyk Hamilton grający na gitarze Dobro, z lewej założyciel chóru Jerzy Koszutski (pseudo. Jurand).” Faktycznie, był gwoździem programu.

Ale był też Warszawiakiem. Informował o tym tekst „Kurjera” w cyklu „Warszawa egzotyczna”, ukazującym się latem 1939 roku – od czerwca do sierpnia wyszło się dziewięć odcinków: Gruzini, Ormianie, Ludy Północnego Kaukazu, Persowie, Arabowie, Egipcjanie, Chińczycy, Japończycy i właśnie Murzyni. W tym odcinku pojawia się krótko Joseph Diak (przywieziony w 1914 roku z Sudanu do Warszawy jeszcze jako dziecko przez rosyjskiego hrabiego jako służący-zabaweczka, następnie tam porzucony w nawale wojennej; Diak służył w wojnie bolszewickiej w polskim lotnictwie, ożenił się z Polką, pracował jako portier w modnej kawiarni. Wymienia innych mieszkających w Polsce czarnych: „tancerza i śpiewaka”, który ma dwójkę dzieci z Polką, która żyje osobno w Krakowie (to słynny August Agbola O’Brown, muzyk i fordanser), Sama Salvano z Konga francuskiego (figurował w reklamach występów: „Sam Salvano – dyrygent, pieśniarz, tancerz – fenomenalny murzyn”, „Sam Salvano, prawdziwy mulat, ekscentryczny tancerz i wspaniały śpiewak” i „Sam Salviano to istny diablik akrobatyki tanecznej i łamańcowej dyrygentury jazzowej”) oraz naszego Harry’ego Hamiltona – i tam też kieruje się dziennikarz „Kurjera Warszawskiego”.

Hamilton pochodził z Filadelfii, cała jego rodzina grała i tańczyła – wyjechał z braćmi do Paryża, podczas tournée trafili do Polski, zaczepili się, znaleźli pracę. I tu Harry poznał występującą w tym samym lokalu girlsę, Wandę. Napisał o niej – i dla niej – piosenkę, dziewczyna była z biednego domu, bez posagu, rodzice się zgodzili na ślub… i tak od słowa do słowa hajtnęli się u Świętego Antoniego, po czym zamieszkali razem u rodziców Wandy na Browarnej, w oficynie na parterze (niestety, księgi parafialne u Antoniego zachowały się do roku 1937, więc bliższych szczegółów stamtąd nie wydobędziemy). I tam zapewne zastał ich wybuch wojny parę miesięcy po materiale w „Kurjerze” i parę tygodni po złożeniu autografu na fotografii, która trafiła w moje ręce.